
S.M
Lyrics
Wchodzę na bit jak po swoje, nie pytam kto tu rządzi
Mówią „zwolnij”, ja przyspieszam, bo mnie gonią ambicje
Miasto nocą świeci kłamstwem, każdy gra tu role
Ja mam prawdę w brudnych wersach, reszta to pierdolenie
Nie mam czasu na ich gadki, zero snów na raty
Albo biorę wszystko teraz, albo kończę na straty
Każdy ziom chce być królem, ale boi się walki
Ja się nie boję upaść, bo już byłem na dnie, małpy
Refren:
Bit mi niesie myśli, głowa pełna ognia
Każdy wers to podpis, to nie żadna kopia
Nie pytaj mnie „co będzie”, robię swoje do końca
Jak upadnę — wstanę, bo mnie karmi nocą złość, kurwa
(x2)
Zwrotka 2:
Oni liczą lajki, ja liczę dni do celu
Każdy chce być kimś, ale brak im charakteru
Nie gram pod publikę, gram pod własne sumienie
Jak to boli — dobrze, znaczy że jest szczere
Brudne miasto, czyste plany, brudne ręce, czysty ruch
Każdy tu ma maskę, ja mam tylko głos i wkurw
Jak nie słyszysz w tym siebie, to nie było do ciebie
Ten bit to mój dom, a ja w nim robię rozpierdol, jebany